Jak budować polski DOBROBYT emerytalny? Artykuł polemiczny

Reformy emerytalne są o tyle ciekawym tematem, że skupiają jak w pigułce szereg spornych kwestii, bardzo istotnych dla współczesnej ekonomii, takich jak: natura wzrostu i inwestycji, nierówności i solidarność społeczna, rola rynków finansowych. Pojawiające się co jakiś czas postulaty reform (płynące ze środowisk rządowych, partyjnych, naukowych) obserwuję z tym większym zainteresowaniem, że niedawno sam doradzałem w w opracowaniu programu emerytalnego partii Razem.

Przyczynkiem do uporządkowania swoich poglądów (które ewoluują już od niemal 10 lat, i przeszły drogę od podręcznikowych neoklasycznych, po złożenie argumentów ewolucyjno-kaleckiańsko-marksistowskich) i wyłożenia ich w tekście był niedawny felietion prof. Jerzego Hausnera i Stefana Kawalca „Jak budować polski kapitał emerytalny” (Rzeczpospolita z dn. 15.02.2017). Było to dla mnie tym ciekawsze, że prof. Hausner jest dla mnie dużym autorytetem, zawdzięczam mu sporo w moim rozwoju jako ekonomista. Autorzy (dalej w skrócie: HK) krytukują rządowy Program Budowy Kapitału, będący elementem Planu Morawieckiego. Program zakłada stworzenie pracowniczych planów emerytalnych, finansowanych z dodatkowej składki, które akumulowałyby oszędności emerytalne i inwestowały je w różne instrumenty finansowe. Udział w funduszach ma być dobrowolny, jednak każdy pracujący Polak będzie w nich automatycznie zapisany (z opcją wyjścia).

HK co prawda zgadzają się, że takie fundusze są potrzebne, że Polacy muszą oszczędzać dodatkowo na emeryturę, jednak krytykują jeden szczegół propozycji rządowej. Środki finansowe przez pierwsze 2 lata mają być bowiem zarządzane przez Polski Fundusz Rozwoju, czyli instytucję państwową. Plan ten, zdaniem HK, się nie powiedzie, gdyż firmy nie będą skłonne wchodzić w relacje finansowe z państwowym podmiotem. Politycy prędzej zburzą resztki zaufania obywateli do systemu emerytalnego, niż zrobią pożytek społeczny z oszczędności. Rozwiązaniem jest natomiast przekazanie funduszy od razu w ręce prywatnych operatorów, którzy mają lata doświadczenia uzyskanego na zarządzaniu OFE. HK proponują również utworzenie „elastycznej renty dożywotniej”, jako atrakcyjnego mechanizmu wypłaty emerytur.

W tekście odniosę się zarówno do rządowego PBK, jak i do uwag HK.

Dobrobyt zamiast kapitału

Specjalnie dla niecierpliwych czytelników od razu zdradzę wnioski z mojego rozumowania. Sam nie jestem zwolennikiem podejścia proponowanego przez Plan Morawieckieo w tym obszarze, ale z zupełnie innych powodów niż HK. Co więcej, obie te propozycje można uznać, na gruncie mojej wiedzy, za niemal identyczne i z tych samych powodów nieskuteczne. Prawdopodobnie nie będą one stymulatorem inwestycji i wzrostu gospodarczego w Polsce. Co najważniejsze, w żaden sposób nie wpłyną one na dobrobyt emerytalny Polaków. Zresztą, jak sami autorzy sugerują, oba plany nie mają na celu budowania dobrobytu, a jedynie bliżej nieokreślonego „kapitału”. Kapitał może i z tego powstanie, ale jedynie na kontach finansistów. A teraz, zapraszam do zapoznania się z wyjaśnieniem.

senior-man-cocktail-drink-beach-28470840.jpg

Punkt wyjścia

Zacznę od prostego spostrzeżenia, że dobrobyt emerytów zależy tylko od dwóch prostych czynników: dochodu narodowego wypracowanego w kraju w ciągu roku (coś a’la PKB, tylko po odjęciu m.in. transferów zagranicznych) i zasad jego podziału. Na te zasady składają się: wiek emerytalny, zasady dostępu do świadczeń i wyliczania ich wysokości. Innymi słowy, sytuacja finansowa emerytów (jako całej kategorii, pojedynczym może wieść się lepiej bądź gorzej) jest pochodną bogactwa całego społeczeństwa oraz części tego bogactwa, które społeczeństwo decyduje się przeznaczyć emerytom (w sposób jawny lub ukryty).

Można spytać: jak to? A co z oszczędnościami ulokowanymi w OFE, IKE, itd. ? Przecież one pozwalają nam zwiększyć świadczenia, nawet bez posiadania emerytury w ZUS-ie – a zatem nikt w danym roku nie musi na nie pracować… A jednak musi! Przecież po to odkładamy środki w funduszach emerytalnych, żeby następnie „pracowały dla nas” – po ulokowaniu w akcjach spółek giełdowych czy obligacjach rządowych. Zatem, aby móc z tych odłożonych środków otrzymać emeryturę, z drugiej strony musi pojawić się nabywca – ktoś kto ma wolną część dochodu i chce ją przeznaczyć na instrumenty  finansowe. W przeciwnym razie, w poszukiwaniu takiego nabywcy OFE będzie musiało spuścić z ceny, co przełoży się na spadki na giełdzie i niższe emerytury. Zasób instrumentów finansowych przedstawia realną wartość, tylko w takim stopniu, w jakim istnieje nań kupiec z siłą nabywczą.

Spytacie – a co jeśli trzymałem te środki za kanapą (tudzież, jeśli OFE trzymały je na 2,0% lokacie w banku)? Indywidualnie takie rozwiązanie może mieć sens, warto mieć jakieś zaskórniaki na czarną godzinę. Ale już w skali kraju niekoniecznie. Przetrzymywanie np. 3-5% PKB na lokatach bankowych oznacza, że tyle środków pieniężnych wyciągnięto z obiegu – spowalniając koniunkturę (za dość niskim wynagrodzeniem od banków). Te środki, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie finansują akcji kredytowej (to temat na osobny tekst), ale za to zapewniają wyjątkowo tanie rezerwy bankom. Polska nie jest przy tym krajem posiadającym nadzwyczajne nadwyżki siły nabywczej uzyskane z eksportu surowców (vide Arabia Saudyjska, Dania czy Norwegia) czy wysoce konkurencyjnych dóbr (Niemcy, Japonia). Nie może sobie zatem pozwolić na dodatkowe odkładanie tej siły nabywczej do sektora finansowego.

Podsumowując, cała operacja tworzenia skomplikowanych konstrukcji (zwanych „Pracowniczymi Planami Emerytalnymi”, OFE, IKE, elastyczną rentą itd.) ma sens tylko wtedy, jeśli przyczyni się do przyspieszenia wzrostu PKB. Chwilowo pomijam kwestię podziału emerytur, gdyż ani Plan Morawieckiego, ani HK tego tematu nie dotykają. Rozważmy zagadnienie wpływu oszczędności emerytalnych (OE) na wzrost gospodarczy (WG) w 3 krokach.

  1. Czy polskie firmy potrzebują kapitału z rynków finansowych?

Podstawowym warunkiem wpływu OE na WG jest ich inwestycyjne spożytkowanie przez polskie przedsiębiorstwa, tudzież przez sektor publiczny. Jeśli odłożone środki nie trafią do firm potrzebujących kapitału na inwestycje (w maszyny, technologie, pracowników itd.) lub nie sfinansują inwestycji państwowych, to będą jedynie krążyć w sektorze finansowym. Wynikiem będzie sztuczne pompowanie cen na giełdzie, bezcelowe zwiększanie płynności banków, przy jednoczesnym nabijaniu prowizji firmom zarządzającym całą operacją.

Problem polega na tym, że faktycznie bardzo niskie inwestycje polskich przedsiębiorstw nie są wynikiem ograniczonego dostępu do finansowania. Szereg badań opinii przedsiębiorców oraz raporty samego NBP wskazują, że firmy same nie zgłaszają wysokiego zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. W ostatnich latach obserwujemy wręcz odwrotne zjawisko – liczne firmy przeznaczają część zysków na skupowanie z giełdy własnych akcji. Oznacza to, że przedsiębiorstwa są z różnych względów niechętne inwestycjom (to również złożone zagadnienie, zasługujące na osobny tekst).

Wyjątkiem są firmy młode, mikro bądź małe, które jeszcze nie zgromadziły wystarczających kapitałów własnych, aby uzyskać wiarygodność kredytową. Podobna sytuacja dotyczy przełomowych projektów high-tech (osławiony grafen), zbyt ryzykownych aby uzyskać finansowanie rynkowe. W obu tych przypadkach rozwiązaniem nie jest jednak tworzenie funduszy emerytalnych – takie duże organizacje skupiają się raczej na ostrożnym inwestowaniu giełdowym, niż na wyszukiwaniu potencjalnie atrakcyjnej „drobnicy”. Do tak zarysowanego kontekstu gospodarczego zdaje się nie przystawać jedna z tez tekstu prof. Hausnera i S. Kawalca:

„Zasadne jest, aby program wprowadzać etapowo, poczynając od dużych firm. Istotne jest jednak, by od razu określić harmonogram rozszerzenia go na kolejne grupy firm oraz na instytucje sektora publicznego.”

  1. Nawet gdyby kapitał z giełdy przydał się polskim firmom, to czy oszczędności emerytalne są właściwym kanałem finansowania inwestycji?

Przyjmijmy na potrzeby argumentacji, że jednak znalazłaby się w Polsce pewna grupa firm, które zwiększyłyby znacznie swoje możliwości produkcyjne i międzynarodową konkurencyjność po pojawieniu się dodatkowego źródła zewnętrznego finansowania. Może się jednak okazać, że samo to źródło, bazujące na oszczędnościach pracowników nie jest najlepszym rozwiązaniem problemu finansowania.

Po pierwsze, zauważmy że fundusze emerytalne same z siebie nie tworzą nowej siły nabywczej, a jedynie ją przesuwają w gospodarce – od oszczędzających do akcjonariuszy. Taka operacja ma sens makroekonomiczny, gdy jest dobrowolna. Wymuszanie oszczędności na pracownikach z niskich grup dochodowych, których realnie na to nie stać, obniża popyt i uderza w wiele firm krajowych bazujących na lokalnych nabywcach. Zatem, oszczędności emerytalne mają sens o tyle, o ile są dobrowolne.

Po drugie, z punktu widzenia przedsiębiorstw poszukiwanie kapitału na rynkach finansowych często nie jest atrakcyjną opcją. Z pewnością bardziej dostępną, a w dłuższym okresie również tańszą opcją jest finansowanie kredytem. W obu przypadkach, bazą dla poszukiwania kapitału na zewnątrz firmy są jednak kapitały własne, budowane stabilnie z akumulacji zysków.

Zatem, jeśli słyszę (a Polsce zdarza się to często), że oszczędności są konieczne do finansowania inwestycji, to zgadzam się w 100%, ale jednocześnie pytam:  czyje oszczędności? I odpowiadam sam sobie, za Kaleckim:oszczędności przedsiębiorstw. To kapitaliści muszą wpierw wyrzec się konsumowania zysków (zaoszczędzić ich część), aby sfinansować inwestycje swoich firm. Oszczędności emerytalnych pracowników proszę do tego na siłę nie mieszać.

  1. Nawet gdyby oszczędności pracowników miały wspierać inwestycje, to czy prywatny zarządca jest koniecznie lepszy od publicznego?

Kontynuując wnioskowanie, przyjmijmy, że istnieje w Polsce dajmy na to optymistycznie 20% pracowników, którym po codziennych wydatkach, spłaceniu raty kredytu hipotecznego, a często jeszcze prywatnej szkoły i służby zdrowia (tak! To wszystko mocno obniża zdolności do oszczędzania…), zostają zaskórniaki do odłożenia. Z drugiej strony mamy grupę firm potrzebujących tych zaskórniaków do sfinansowania projektu inwestycyjnego. Pojawia się pytanie: kto ma w tej operacji pośredniczyć? Morawiecki mówi: przez 2 lata państwo, a potem wolny rynek. Prof. Hausner i Kawalec twierdzą: od razu wolny rynek.

Przyznaję, że ta druga odpowiedź jest atrakcyjna. Obserwując działania obecnego rządu w wielu obszarach, naturalnie otwiera się nóż w kieszeni. Sam, choć w wielu miejscach zgadzam się z Planem Morawieckiego, jestem mocno sceptyczny co do istoty Polskiego Funduszu Rozwoju. Instytucja ta, skupiając w sobie kilka dotąd rozproszonych urzędów, otrzymała niesamowitą władzę i możliwości finansowe. Zarówno prezes PFR Paweł Borys jak i premier Morawiecki nie raz opowiadali o imponujących środkach, przekazanych PFR. Natomiast już na temat zasad działania Funduszu – cisza. Nie dowiedzieliśmy się dotąd niczego na temat m.in. struktury organizacyjnej i zasad funkcjonowania, czy rozliczania tej instytucji, celów ekonomicznych, reguł doboru projektów inwestycyjnych itd. Nie tak powinno wyglądać tworzenie nowoczesnej, uczącej się, otwartej agencji rozwojowej.

Krytyka PiS w tym obszarze nie powinna jednak popychać nas w drugą skrajność – czysto prywatnej alokacji i zarządzania. Spróbujmy myśleć w kategoriach mechanizmów instytucjonalnych i długiej perspektywy, a nie bieżącej sytuacji politycznej. Prywatne fundusze raczej nie wypełnią luki finansowej, która w Polsce dotyka małe firmy lub ryzykowne technologicznie projekty (mieliśmy OFE i IKE, a jakoś żaden z nich nie skusił się na grafen). Za to wzrost roli funduszy inwestycyjnych w gospodarce prowadzi do szeregu patologii obserwowanych w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych (short-termism i postępująca finansjalizacja przedsiębiorstw, usług publicznych i nieruchomości, orientacja na zysk a nie na pracowników czy środowisko).

Z kolei to właśnie państwowe banki czy fundusze rozwojowe są współcześnie kluczowymi graczami w procesach rozwoju technologii, i to nie tylko w USA czy Niemczech, ale także w Chinach i Brazylii (odsyłam do M. Mazzucato). Zamiast potępiać je w czambuł, lepiej realistycznie pomyśleć, jak stworzyć właściwe ramy instytucjonalne dla ich funkcjonowania (o tym niżej).

Na koniec wróćmy do emerytur

W ostatniej części zaprezentuję krótko moją wizję systemu emerytalnego. Stymulowanie PKB oszczędnościami emerytalnymi ma ograniczone szanse powodzenia, więc odłóżmy tę kuszącą wizję na półkę, wraz z podręcznikiem do ekonomii neoklasycznej. Skupmy się za to na podziale dochodu narodowego – w wymiarach: emeryci / pracownicy oraz biedni/bogaci.

Wychodzę od normatywnej przesłanki, że polityka emerytalna państwa powinna zapewniać bezpieczeństwo ekonomiczne wszystkim obywatelom niezdolnym do pracy ze względu na wiek. W pierwszej kolejności polityka ta powinna wspierać tych, którzy nie są w stanie oszczędzać prywatnie (mówimy o sporych oszczędnościach, które wystarczą na 20-25 lat życia). We współczesnej Polsce dotyczy to sporej większości obywateli, co wynika z nierówności płacowych, prekaryjnego zatrudnienia, degresywnego systemu podatkowego, rosnącego zadłużenia hipotecznego, itd. Deficyty sfery publicznego w Polsce w tych wszystkich obszarach powodują, że opieranie emerytur na indywidualnych oszczędnościach jest drogą donikąd. Stąd,  systemowi emerytalnemu w Polsce należy przywrócić zasady solidarności i wspólnotowości. Tylko tak odzyskamy zaufanie obywateli do Państwa w tym obszarze.

Po drugie, system emerytalny powinien co prawda zachęcać do wydłużania aktywności zawodowej, ale jednocześnie dostrzegać zróżnicowaną zdolność ludzi do pracy w podeszłym wieku.

Rozwiązaniem spełniającym te przesłanki jest emerytura obywatelska, w wysokości zapewniającej godne życie. W wersji partii Razem jest to 1500 zł. Wiek emerytalny powinien być elastyczny, dając możliwość przejścia na emeryturę już w wieku np. 62 lat, ze znacznymi zachętami finansowymi do przedłużania pracy o kolejne lata.

Natomiast majstrowanie przy obecnym systemie emerytalnym (prywatne/publiczne fundusze, elastyczne renty) nic nie zmieni. Coraz większa część emerytów będzie otrzymywać głodowe świadczenia, ZUS będzie wymagał coraz większych dotacji z budżetu państwa, a zaufanie obywateli do systemu będzie nadal wynosić „0”.

Po trzecie, uważam za zasadne stworzenie państwowego funduszu rozwojowego, z szerokimi możliwościami prowadzenia polityki przemysłowej. (Nie jestem natomiast przekonany co do idei łączenia go z emeryturami). Taki fundusz powinien być bardzo inteligentnie skonstruowany, a pewne wskazówki dla tego spisaliśmy z Jakubem Janusem w Raporcie z Ewaluacji ex ante SOR (str. 104 i nast.).Po czwarte, jeżeli zależy nam bardzo na stymulowaniu oszczędności, to trzeba w pierwszej kolejności zadbać o odpowiedni rozkład dochodów oraz dostępność usług publicznych i mieszkań na wynajem, które takie oszczędności umożliwią.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Jak budować polski DOBROBYT emerytalny? Artykuł polemiczny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s