Wolny handel jest dobry, bo… no właśnie, bo co?

Ekonomiści prognozują, że CETA… zniszczy 310 tysięcy miejsc pracy i obniży roczne płace o 316-1776 EUR. Tak, to nie żart. Doczytaj do końca, jeśli chcesz wiedzieć dlaczego.

7c0975bc-0421-42be-94e5-d1acb10a5ef8

To, że CETA nie jest zwykłą umową handlową nie ulega wątpliwości. Porozumienie znacząco zmienia układ regulacyjny po obu stronach Atlantyku i zawiera wiele zapisów dotyczących inwestycji korporacji międzynarodowych. Nie przeszkadza to jednak zwolennikom umowy uparcie powoływać się w dyskusjach na korzyści z liberalizacji handlu – na zasadzie: „dobrze, dobrze, korporacje, wyzysk i walka klas, rozumiemy.. ale przecież wolny handel!”. Tego typu argumentację słyszeliśmy np. z ust kilku uczestników czwartkowej debaty organizowanej przez Interia.pl. Co więcej, niektórzy przeciwnicy umowy są gotowi zaakceptować jej handlową część, a nawet na lewicy słyszy się głosy, że nie można hodować protekcjonistycznych egoizmów narodowych. Jednak, gdy dopytani, zwolennicy wolnego handlu udzielają jedynie mglistych wyjaśnień swoich poglądów (trochę jak z tym przysłowiowym tanim winem: wolny handel jest dobry, bo jest dobry i wolny).

Taka sytuacja jest dość typowa nie tylko dla sprawy CETA. Sondaże prowadzone wśród amerykańskich ekonomistów pokazują, że w kwestii korzyści z wolnego handlu panuje konsensus niespotykany w innych obszarach tej nauki (ponad 90% poparcia!). Na uczelniach nadal panuje teoria przewag komparatywnych D. Ricardo, lub jej uwspółcześniona wersja, czyli model Heckschera-Ohlina-Samuelsona, a studenci nadal rysują w zeszytach trójkąty Harbergera ukazujące korzyści z liberalizacji handlu. Przyczyny takiego stanu rzeczy to temat na osobny artykuł (choć za pewne swoje zrobiła zgodność wniosków z tych teorii z interesami politycznymi światowych liderów gospodarczych – Wielkiej Brytanii i USA – oraz ich prostota, która ułatwia przekaz dydaktyczny), jednak co ważne, brak jednoznacznych dowodów empirycznych na rzecz korzyści z liberalizacji handlu. Ponadto, istnieją alternatywne teorie, o wiele bardziej zniuansowane, które każą patrzeć na tę sprawę z dużą ostrożnością (np. ewolucyjna teoria Dosi-Pavitt-Soete, rozwijana m.in. przez Stanisława Kubielasa).

Znikome korzyści z CETA na bazie „oficjalnych” modeli

Przechodząc do rzeczy, czyli do CETA. Autorzy porozumienia, Komisja Europejska i rząd Kanady, powołują się na cztery badania ilościowe, które szacują konsekwencje uwolnienia handlu i inwestycji. Poniższa tabela (zaczerpnięta z tekstu Kohlera i Storma, 2016) zawiera ich podsumowanie.

Tabela 1: długoterminowe korzyści dla PKB, w % – różnica między CETA a bazowym scenariuszem wzrostu

table1

Źródło: Kohler, Storm 2016, s. 12.

Przyjrzyjcie się dobrze tym liczbom. Pokazują one, że z tytułu CETA można spodziewać się w okresie kilkunastu lat (nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu) przyrostu dochodu rzędu: 0,76% w Kanadzie oraz 0,08% w Unii Europejskiej. Oznacza to, że nawet gdyby Polacy proporcjonalnie partycypowali w tym przyroście, to przeciętnie po kilkunastu latach bylibyśmy zamożniejsi w skali roku o jakieś 50 zł! Przyznajcie, że jest to śmiesznie mała korzyść z traktatu, który może wywrócić do góry nogami układ instytucjonalny w Europie.

Okazuje się jednak, że nawet te 50 zł nie jest takie pewne. Jest to prognoza na podstawie dość specyficznego modelu i warto parę słów poświęcić na wyjaśnienie jak on działa. Wszystkie cztery cytowane badania zostały przeprowadzone na podstawie z grubsza tej samej metodologii – Global Trade Analysis Project – która wykorzystuje modelowanie CGE – Computable General Equilibrium. Opiera się ono na porównaniu dwóch stanów równowagi makroekonomicznych, przy zmianie wybranych parametrów. To, co dzieje się pomiędzy tymi stanami jest nieistotne, zakłada się bowiem, że gospodarka, niczym wańka-wstańka, automatycznie wraca do swojej mitycznej równowagi. Na marginesie – wszystkie 4 badania zostały zlecone i opłacone przez instytucje-autorów CETA (KE i rząd Kanady).

W modelu GTAP zakłada się w szczególności, że:

  • Gospodarka jest cały czas w równowadze, co polega na automatycznych, bezkosztowych i bezproblemowych dostosowaniach cen, płac i wielkości produkcji.
  • W konsekwencji, w gospodarce cały czas występuje pełne zatrudnienie (brak przymusowego bezrobocia). Pracownicy i kapitał mogą momentalnie przenieść się z jednej branży do drugiej, jeśli tylko tam znajdą wyższe dochody.
  • Podmioty ekonomiczne mają „racjonalne” oczekiwania, czyli są w stanie dokładnie przewidzieć, co wydarzy się w przyszłości i jak zachowają się wszyscy inni uczestnicy gry rynkowej.
  • Produkcja i handel odbywa się w ramach struktur doskonałej konkurencji lub konkurencji monopolistycznej. Zatem nie ma możliwości występowania oligopoli lub monopoli, które mogłyby narzucić wszystkie warunki cenowe i kosztowe.
  • W modelu pomija się kwestie podziału dochodów i nierówności – są one po prostu nieistotne.
  • Model zakłada, że wszystkie oszczędności automatycznie stają się inwestycjami przedsiębiorstw. Nie ma zatem odłożonych środków, a cały wypracowany dochód jest wydawany i stymuluje wzrost gospodarczy.

Uff… jak widzicie lista jest długa (a i tak ograniczyłem się do najważniejszych). Oczywiście, pewne przybliżenia w procesie modelowania są konieczne – ale model GTAP okazuje się dość daleki od rzeczywistości gospodarczej.

Jego logika jest taka: znoszone są cła na dobra i usługi, w związku z czym więcej produktów może podlegać handlowi między Kanadą a UE. Obaj partnerzy handlu mogą wyspecjalizować się w produkcji pewnych dóbr, a konsumenci mają dostęp do tańszych produktów. Kapitał i pracownicy automatycznie przenoszą się do nowych branż. Zwiększona sprzedaż stymuluje dochody przedsiębiorstw oraz oszczędności gospodarstw domowych, które są reinwestowane. W długim okresie rośnie stopa wzrostu gospodarczego.

Alternatywny scenariusz

Pierre Kohler i Servaas Storm, uznani ekonomiści heterodoksyjni z Tufts University, pokazali w niedawno opublikowanym artykule, że cała ta optymistyczna logika jest bardzo mocno zależna od przyjętych założeń modelu. Prowadzą one, w tautologiczny wręcz sposób, do pozytywnych wniosków na temat korzyści z handlu, a wszystkie czynniki ryzyka wykluczają z analizy. Autorzy zaproponowali również alternatywny obraz liberalizacji, który opiera się na bardziej realistycznych założeniach (w ramach modelu GPM stworzonego przez ONZ).

Ich zdaniem, liberalizacja handlu uderzy we wrażliwe branże po obu stronach Atlantyku. Zwolnieni pracownicy i zamknięte zakłady produkcyjne nie będą w stanie przenieść się automatycznie do innych sektorów – taki proces musi potrwać. Wynikające stąd przymusowe bezrobocie przełoży się na spadek dochodów i popytu konsumpcyjnego. Z kolei zamknięte zakłady nie będą dokonywać inwestycji, ani zamawiać dóbr pośrednich. Nie zostanie to w pełni zrekompensowane przez wzrost popytu z rosnących branż, gdyż te cieszą się częściowo monopolistyczną pozycją i zwiększą produkcję tylko w ograniczonym stopniu.

Ograniczenie popytu będzie wzmocnione decyzjami korporacji międzynarodowych, które dążąc do konkurencyjności będą ciąć koszty – czyli przede wszystkim płace. Z drugiej strony, przejmowane przez nie nadwyżki nie będą w pełni reinwestowane w gospodarkę. Rosnąca niepewność i malejący popyt konsumpcyjny nie sprzyjają zwiększaniu możliwości produkcyjnych. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz finansjalizacji zysków i zwiększenia dywidend dla akcjonariuszy.

Na podstawie swoich symulacji, Kohler i Storm prognozują, że o ile spadek popytu nie spotka się ze zdecydowaną reakcją fiskalną państw, PKB i zatrudnienie w Kanadzie i w UE, a także w innych krajach (również partnerach handlowych) znacznie spadną w latach 2017-2023. Ilustrują to poniższe tabele:

Tabela 2 i 3: Zmiany w PKB (w pkt. proc.) i w zatrudnieniu (w os.) na skutek CETA w latach 2017-2023, w porównaniu do scenariusza bazowego

Źródło: Kohler, Storm 2016.

Innymi słowy, cóż z tego, że na półkach w Polsce pojawią się tańsze, łatwiej dostępne towary kanadyjskie, skoro spadnie siła nabywcza pracowników. I analogicznie – cóż nam po tym, że nieznaczna ilość polskich firm zwiększy eksport do Kanady, skoro cała gospodarka (w wyniku mechanizmów makroekonomicznych) znacznie spowolni?

Oczywiście, istnieje możliwość, że wynikająca z liberalizacji handlu specjalizacja sektorowa przyniesie długookresowe korzyści dla postępu technicznego. Jednakże bardzo prawdopodobny szok popytowy, zwłaszcza w warunkach i tak słabiutkiego wzrostu oraz przy neoliberalnej polityce Komisji Europejskiej (austerity + zakaz pomocy publicznej dla przemysłu) może nad tymi korzyściami znacznie przeważyć. Ze strony Brukseli dziwnym trafem nie słyszymy zapewnień dot. osłony upadających branż, wsparcia dla pracowników, czy zwiększonego opodatkowania rosnących zysków korporacji. Dodatkowo, CETA zwiększy nierówności i udział zysków w podziale dochodu narodowego. Jest to kolejny czynnik, który będzie ograniczał inwestycje i zatrudnienie w kolejnych latach.

Smutne podsumowanie

Kohler i Storm sami przyznają, że ich symulacja to jedynie alternatywna propozycja – wcale nie musi się spełnić. Jednakże, ich wyniki pokazują, że przyjęcie bardziej realistycznych założeń od neoklasycznych modeli sponsorowanych przez Komisję Europejską, prowadzi do bardzo pesymistycznych wniosków. Jest to zatem kolejny argument, żeby wychodzić na ulice protestować przeciw CETA. Zachęcam również do większej ostrożności w przyjmowaniu za dobrą monetę utartych prawd ekonomicznych.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Wolny handel jest dobry, bo… no właśnie, bo co?

  1. Pingback: Tusk dopycha kolanem CETA | pracownia ekonopatologii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s