Prawdziwa stawka zatargów z Uberem jest o wiele większa niż bezpieczeństwo pasażerów

Dotychczasowa praktyka korporacji międzynarodowych polegała zazwyczaj na szukaniu luk czy wymuszaniu na rządach poszczególnych państw  dostosowań w ich systemach prawnych– przy zasadniczym podleganiu tym systemom prawnym. Przykład Ubera to zupełnie inny level korpo-bezczelności alias „optymalizacji działalności i ucieczki przed opresją państwa”. 

uber_protest_portland_15655460313

Do tej krótkiej notki zainspirowała mnie lektura flejmu pod facebookowym postem Filipa na temat uregulowania działalności Ubera w Polsce. Temat ten powraca co kilka miesięcy, gdy rządy kolejnych krajów podejmują takie próby (zazwyczaj pod presją tradycyjnych taksówkarzy). Tym razem projekt, mniej lub bardziej udolny (w tym miejscu mniejsza o to), opracowuje polskie Ministerstwo Transportu.

W dyskusji momentalnie zarysowały się dwie strony z dobrze znanymi argumentami – zwolennicy wolnego rynku (Uber obniża koszty dla klientów, jest wygodny, szybki itd. a poza tym to jestem wolnym człowiekiem i chce jeździć z jakim kierowcą mi się podoba…) oraz obrońcy regulacji (Uber jest ryzykowny, nie gwarantuje bezpieczeństwa pasażerów, a do tego nie płaci podatków).

Poniżej spróbuję przyjąć trochę szerszą perspektywę. Dla mnie awantura o Ubera stanowi bowiem kolejną odsłonę czegoś szerszego: walki wielkiego, globalnego biznesu (bez konkretnej narodowości) z państwami narodowymi. Państwa narodowe łatwo przegrały lub niejednokrotnie same oddawały pole w pierwszych bitwach z biznesem: deregulując rynki pracy lub pozwalając na omijanie systemu podatkowego i transfer zysków. Tym razem, (zapewne z różnych motywacji: fiskalnych, strategicznych, partyjnych) rządy mówią „Dość”.

Dlaczego w tej wojnie kibicuję rządom?

Dotychczasowa praktyka korporacji polegała zazwyczaj na szukaniu luk czy wymuszaniu na rządach poszczególnych państw  dostosowań w ich systemach prawnych– przy zasadniczym podleganiu tym systemom prawnym. Przykład Ubera to zupełnie inny level korpo-bezczelności alias „optymalizacji działalności i ucieczki przed opresją państwa”. Korporacja ta, tworząc appkę (technicznie: dwustronną platformę) łączącą kierowców z klientami, zupełnie omija lokalne systemy prawne. Choć de facto świadczy usługi przewozowe, to czyni to nie zatrudniając kierowców, ani nie posiadając żadnego majątku rzeczowego.

Tego typu platformy (także np. Airbnb) pozornie (w sensie mikroekonomicznym) są efektywne – obniżają koszty transakcyjne i ceny końcowe dla konsumentów. Ciężko z tym polemizować, każdy kto jeździł Uberem to odczuł. Jednakże mikroekonomia w swoim mainstreamowym ujęciu nie jest, lekko mówiąc, najbardziej adekwatnym podejściem do opisu rzeczywistości. Korzyści dla klientów okazują się być naprawdę mikro, gdy do analizy włączymy makroekonomię. Transfer części opłat za granicę niekorzystnie wpływa na bilans płatniczy, a przez to na koniunkturę gospodarczą. Innymi słowy, obniżając dochody krajowych podmiotów hamujemy zagregowany popyt. Jak na razie skala tego wpływu nie jest duża, ale rozpowszechnienie się takich praktyk może być niebezpieczne.

Kolejna sprawa dotyczy ryzyka. Uber je doskonale eksternalizuje, przenosi na użytkowników. Nie posiada w Polsce żadnego majątku, nie jest zatem w żaden sposób odpowiedzialny za losy kierowców i pasażerów. Jego rola ogranicza się do „matchowania” jednych z drugimi. Co więcej, nie istnieje również bezpośrednia relacja prawna między kierowcą i pasażerem – obaj są klientami jedynie Ubera. Można podejrzewać, że przypadkowi Ubera (ale również np. Airbnb w Niemczech) przyglądają się zarządy wielkich korporacji w innych branżach. Skoro bowiem poprzez aplikacje można zorganizować usługi przewozowe i hotelarskie, to czemu nie pójść dalej i nie stworzyć appek dla lekarzy, fryzjerów, prawników, a nawet szeregowych robotników w przemyśle?

Mogę spokojnie wyobrazić sobie Polskę AD 2030, w której wszyscy „pracownicy” mają podpisane umowy na świadczenie konkretnych usług z tajemniczymi korporacjami zarejestrowanymi w Panamie. Z kolei wszystkie produkty (włącznie z administracją publiczną i polityką pieniężną) Polacy nabywają od tychże spółek. Rolę tradycyjnych przedsiębiorstw i stosunków pracy zastąpiły appki na smartphonach… W ten sposób zupełnie traci na znaczeniu prawo pracy i inne regulacje oraz system podatkowy. Dodatkowymi gwarantami nienaruszalności nowego systemu niewolnictwa (alias swobody umów dwustronnych) są TTIP i CETA.

Z tej perspektywy, obecny bój między rządami a Uberem dotyczy tak naprawdę zdolności rządów państw narodowych do stanowienia porządku prawnego na własnym terytorium. Jego stawką jest nie tyle bezpieczeństwo pasażerów, co przyszłość demokratycznej społecznej kontroli nad lokalnymi instytucjami formalnymi. Po drugiej stronie sporu jest groźba nie tyle narzucania praw przez biznes (to już mamy przećwiczone), co ich zupełnego omijania.

Dlaczego poparcie rządów nie kłóci się z poparciem dla mechanizmu rynkowego?

Na koniec jedno zastrzeżenie. Można by mi łatwo zarzucić, że popierając regulacje państwowe jestem przeciwnikiem mechanizmu rynkowego. Takie rozumowanie wynika jednak z pomieszania pojęć, automatycznej gloryfikacji własności prywatnej i utożsamiania jej z dynamiką rynkową. Uber to nie jest wolny rynek: Uber to jest siła monopolu, który narzuca swoje warunki gry w skali globalnej. Uważam, że wszelkie platformy ekonomii dzielenia się (właściwie rozumianej) mogą być korzystne dla społeczeństw, ułatwiając łączenie producentów z konsumentami. Dotychczasowa praktyka pokazuje jednak, że organizowanie ich i zarządzanie nimi przez korporacje prowadzi do monopolistycznej koncentracji (winner takes all) i związanych z nią patologii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s